Uwaga! Alert RCB - burze (14/15.07.2026) (komunikat RSO)

Zupa z żółwia, 400 oliwek i afrykańska codzienność w Koninie.

Zupa z żółwia, 400 oliwek i afrykańska codzienność w Koninie.

W Bibliotece Magnetycznej w Koninie wakacyjna podróż nie wymagała biletu lotniczego. Wystarczyło usiąść w pełnej sali i posłuchać Marka Szewczyńskiego, który jako Ojciec Jeremiasz spędził ponad 30 lat na afrykańskich misjach.

  • Spotkania z Afryką dziką otworzyły drzwi do świata pełnego kontrastów
  • Ojciec Jeremiasz opowiadał o wierze, prostocie i tęsknocie
  • Opowieści o ślubach i chrztach zamieniły spotkanie w żywą podróż

Spotkania z Afryką dziką otworzyły drzwi do świata pełnego kontrastów

Afryka, o której opowiadał franciszkanin, daleka była od jednowymiarowego obrazka z przewodnika. To kontynent skrajności: ogromnego ubóstwa i wielkiego bogactwa, Sahary i Nilu, niezwykłej przyrody, setek społeczności oraz ponad tysiąca języków. Na ekranie pojawiały się zdjęcia z codziennego życia, a wraz z nimi historie o ludziach, zwyczajach i wierzeniach.

Marek Szewczyński mówił o kobietach i dzieciach pokonujących wiele kilometrów po wodę, o wspólnotach żyjących z dala od cywilizacji, ale też o radości, śpiewie i tańcu podczas niedzielnej Eucharystii. W afrykańskich kościołach Msza nie jest wyłącznie nabożeństwem - to ważne, wspólne święto.

„To kontynent wielowymiarowy. Od skrajnego ubóstwa do wielkiego bogactwa. Afryka jest nieokiełznana, cudowna w swej dzikości, autentyczna, gorąca w klimacie i w ludziach” - opowiadał Marek Szewczyński.

Dopiero w trakcie spotkania wyszło na jaw, że egzotycznie ubrany gość Biblioteki Magnetycznej to Ojciec Jeremiasz, franciszkanin z parafii św. Marii Magdaleny w Koninie. Jego strój początkowo zmylił uczestników, ale sposób opowiadania szybko zdradził człowieka, który afrykańską codzienność zna od podszewki. 🌍

Ojciec Jeremiasz opowiadał o wierze, prostocie i tęsknocie

Misjonarz nie omijał tematów trudnych. Mówił o szamanach, uzdrowicielach, voodoo, wierze w przodków i przekonaniu, że wszystko ma duszę. Dla chrześcijańskiego duchownego spotkanie z tak różnymi tradycjami było wyzwaniem, ale - jak podkreślał - można je przyjąć z cierpliwością, szacunkiem i miłością.

„Uwielbiam autentyczność życia w Afryce. Tam ludzie nie umieją grać, kłamać, intrygować. Tam wszystko jest prawdziwe i naturalne” - mówił Ojciec Jeremiasz.

Najwięcej emocji budziły jednak opowieści o tym, za czym tęskni po powrocie do Polski. Wspominał ludzi, ciepły klimat, chodzenie boso lub w sandałach przez cały rok, zapachy ziemi, intensywne kolory i owoce, które - jego zdaniem - nigdzie nie smakują tak samo. Na tej liście znalazły się również maniok zawijany w liście bananowca, klopsiki ze strusia, zupa z żółwia oraz dłubanka, czyli łódź wydrążona w pniu drzewa. 🍌

Do Afryki przyciąga go także zwyczajna codzienność. Ojciec Jeremiasz opowiadał, że posiada 400 drzewek oliwnych i 40 krów. Zwierzęta nie dają mleka, ale sam fakt, że są, wystarcza mu do radości. Taki parafialny majątek czyni go - z przymrużeniem oka - najbogatszym człowiekiem we wsi.

Opowieści o ślubach i chrztach zamieniły spotkanie w żywą podróż

W Bibliotece Magnetycznej nie zabrakło historii o afrykańskiej kuchni, ślubach, chrzcinach i codziennych obyczajach. Pytania płynęły długo, a rozmowie towarzyszyły śmiech i spontaniczna atmosfera. Dzięki temu spotkanie nie przypominało wykładu - raczej sąsiedzką rozmowę z człowiekiem, który przywiózł ze sobą kawałek odległego świata.

Ojciec Jeremiasz przyznał, że chciałby wrócić na misje, choć obecnie musi zadbać o zdrowie. W Afryce czekają na niego ludzie, drzewa oliwne, krowy i rytm życia, którego nie da się łatwo przenieść do Europy.

Pierwsze spotkanie w ramach wakacyjnego cyklu „Spotkania z Afryką dziką” połączyło reporterską opowieść, osobiste wspomnienia i lekcję uważności na inne kultury. Była to podróż bez paszportu, za to z dużą dawką humoru, wiedzy i prawdziwych historii. 📚

na podstawie: MBP Konin.