Koninianie spędzili miesiąc przy Parku Krugera. Ta wyprawa została z nimi na zawsze

Koninianie spędzili miesiąc przy Parku Krugera. Ta wyprawa została z nimi na zawsze

FOT. Miejska Biblioteka Publiczna w Koninie

W Bibliotece Magnetycznej w Koninie zdjęcia z Republiki Południowej Afryki otworzyły opowieść o wielkiej podróży i ludziach, którzy pomogli ją spełnić. Zofia i Leonard Pezowiczowie spędzili miesiąc tuż przy jednym z najsłynniejszych parków narodowych świata. 🌍

  • „Seniorzy w Afryce” zaczęli od gestu zaufania
  • Przy Phalaborwie dzika przyroda była blisko codzienności
  • Najmocniej zapamiętali ludzi, nie tylko zwierzęta

„Seniorzy w Afryce” zaczęli od gestu zaufania

O wyjeździe marzyli od dawna, a w RPA mieszkała ich kuzynka Jagoda z mężem Stefanem. Pezowiczowie nie mieli pieniędzy na bilety, ale mieli bliskich gotowych pomóc. Stefan kupił im wejściówki na pokład, a małżeństwo miało oddać dług, gdy uzbiera potrzebną kwotę.

„Stefan kupił nam bilety i powiedział, że dług oddamy, kiedy na niego uzbieramy” - wspominała Zofia Pezowicz, emerytka z Konina.

Przez miesiąc mieszkali u rodziny w Phalaborwie, w prowincji Limpopo, zaledwie kilometr od bramy Parku Narodowego Krugera. Do parku wracali kilka razy, także nocą. Na wolności można tam spotkać między innymi słonie, żyrafy, hipopotamy, nosorożce, lwy, lamparty, zebry i krokodyle, a wśród bujnej roślinności wypatrywać baobabów, akacji i hebanowców. 🐘

Codziennie nowe informacje z Konina publikujemy na halokonin.pl. Planujesz wolny czas? Aktualne wydarzenia i imprezy znajdziesz zawsze na halokonin.pl/wydarzenie.

Przy Phalaborwie dzika przyroda była blisko codzienności

Sama miejscowość również zapadła im w pamięć. Jej nazwa w języku sotho oznacza „lepsze niż południe” - tak opisywano ciepły, słoneczny klimat tego miejsca. W okolicy rosną drzewa marula, których owoce wykorzystuje się do produkcji likieru Amarula Cream. Leonard Pezowicz opowiadał też o pobliskiej kopalni odkrywkowej, widocznej nawet z kosmosu.

Jednym z najbardziej niezwykłych spotkań była wizyta u hipopotamicy Jessiki. Podczas powodzi w 2000 roku zwierzę, ważące wtedy zaledwie 16 kilogramów, straciło matkę i zostało uratowane przez miejscową rodzinę. Z czasem Jessica urosła do około 1700 kilogramów, a jej łagodne usposobienie uczyniło z niej atrakcję dla odwiedzających. Pozwala się głaskać, pije rooibos podawany z dłoni i chętnie sięga po plasterki ziemniaków. 🦛

Najmocniej zapamiętali ludzi, nie tylko zwierzęta

Afrykańska wyprawa przyniosła także nowe smaki: Pezowiczowie jedli zupę z krokodyla, żyrafę, a także mięso impali i bawołów. Odwiedzili przedszkole, które przez lata wspierała Jagoda, i przywieźli dzieciom słodycze oraz chrupki z Polski. Poznawali lokalne zwyczaje, uczestniczyli w wydarzeniach w kolorowym, rozśpiewanym kościele i, jak podkreślali, przez miesiąc nie tylko zwiedzali, ale żyli pośród mieszkańców.

Jagody i Stefana nie ma już wśród bliskich, ale wspomnienie ich gościnności pozostało z Pezowiczami. Zofia mówiła też o słoniach, które wciąż przychodzą w miejsce pochówku kuzynki i jej męża.

„Będziemy zawsze wdzięczni Jagodzie i Stefanowi za tę cudowną przygodę, którą przeżyliśmy w ich domu i dzięki nim” - mówiła Zofia Pezowicz.

na podstawie: MBP Konin.

Ilustracja wykorzystana w artykule została pobrana z zewnętrznego źródła (Miejska Biblioteka Publiczna w Koninie). W przypadku zastrzeżeń dotyczących praw do zdjęcia prosimy o kontakt.

Widzisz błąd lub nieaktualną informację? Zgłoś błąd, sprostowanie lub uwagę

Treści na stronie są opracowywane z wykorzystaniem sztucznej inteligencji

Ostatnie Artykuły